Weronika
Wolontariuszka, Behawiorystka
Ogromna wiedza teoretyczna (kursy COAPE, certyfikaty i konferencje behawiorystyczne) oraz praktyczna (praca z kotami). Niezastąpiona pomoc, gdy trzeba ogarnąć Stukociaki!
Kilka słów od Weroniki Ganowskiej, kociej behawiorystki „Kot kotu kotem” oraz Wolontariuszki Stukota
Kiedy adoptowałam swojego pierwszego kota moja wiedza na temat tego gatunku ograniczała się do zasłyszanych gdzieś stereotypów: niezależne, złośliwe, chodzące własnymi ścieżkami, skaczące po meblach stworzenia. Dlatego na większość pytań “co zrobisz w sytuacji x” zawartych w ankiecie przedadopcyjnej odpowiedziałam: “zadzwonię do behawiorysty”. Wydawało mi się to oczywiste: przecież kiedy kaszlę – idę do lekarza, a jak potrzebuję pomocy psychologicznej – do psychoterapeuty.
Wiedziałam, że istnieje taki zawód, jak behawiorysta zwierząt. Wiedziałam, choć ciężko mi powiedzieć skąd. Nigdy wcześniej nie korzystałam z jego usług. W domu rodzinnym mieliśmy psy. Psy były zawsze no i przecież wiadomo, jak to z psami. Muszą mieć jeść, pić i wychodzić na dwór. Nigdy nie mieliśmy z nimi problemów, które uznaliśmy za alarmujące. Nawet kiedy Bilbo gryzł nam buty podczas nieobecności domowników: trzeba je było po prostu lepiej chować. Problemów z wychodzeniem na smyczy nie było, bo mieliśmy ogród, a nad dietą nie zastanawialiśmy się w ogóle – na wsiach psy przecież jadły co popadło, więc kupowanie karmy z marketu i tak było poziom wyżej.
Ani jak byłam nastolatką, ani później młodą dorosłą – nie zanegowałam swojej wiedzy na temat dobrostanu psów. Nie pomyślałam, że Bilbo gryzie buty, dlatego że nie radzi sobie z własnymi emocjami i należałoby mu pomóc. Że wychodzenie na ogród, żeby się załatwić to za mało i pies powinien mieć możliwość eksploracji terenu na spacerach poza ograniczoną działką. Że marketowe karmy mają często bardzo kiepski skład i w dłuższym rozrachunku przyczyniają się do problemów z nerkami, na które Bilbo ostatecznie zachorował. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, ponieważ nie wiedziałam, że nie wiem.
Z kotami było inaczej. O kotach nie wiedziałam nic i miałam tego pełną świadomość. Wspomniana wcześniej ankieta również przedstawiła mi potencjalne problemy, z którymi mogłam się mierzyć. Fundacja mi zaufała. Zgłoszona przeze mnie gotowość do poszerzania swojej wiedzy wystarczyła, żeby dać mi pod opiekę Tofu. Chęć słuchania uwag i rad oferowanych przez dużo bardziej doświadczone wolontariuszki została odebrana z życzliwością i cierpliwością. Do tej pory nie zadzwoniłam jednak do behawiorysty – sama zostałam behawiorystką.
Adopcja Tofu oraz stopniowe zagłębianie się w koci świat całkowicie mnie zafascynowały. Zaczęłam pochłaniać książki, uczestniczyć w kursach, poświęciłam mnóstwo czasu i energii żeby zdobyć dyplom COAPE. Przede wszystkim zaczęłam udzielać pierwszych konsultacji. O pomoc proszą mnie najczęściej ludzie, którzy, tak jak kiedyś ja, nie wiedzą, czego nie wiedzą. W przeciwieństwie jednak do mnie sprzed wielu lat: szukają. Niestety internet poza niesamowitymi możliwościami i niesie ze sobą także chaos informacyjny. Behawiorystyka, zwłaszcza kocia, jest relatywnie młodą nauką i nawet w pozornie specjalistycznych książkach jest dużo błędów, które ciężko jest wychwycić, kiedy nie ma się holistycznej i aktualnej wiedzy. Nie wspominając już o grupach na social mediach, gdzie więcej jest kłótni i wyzwisk niż merytoryki i wsparcia. A właśnie wsparcie w trudnej sytuacji jest równie istotne jak wiedza.
Zatem po co Ci behawiorysta? Żeby się dowiedzieć, czego nie wiesz. Że może być inaczej. Że z kotem da się stworzyć bardzo bliską relację. Że kot nie jest zdolny do bycia złośliwym, a jeśli załatwia się na poduszkę na pewno jest jakiś inny powód. Że dokocenie to często długi i trudny proces, ale dobrze przeprowadzony zapewni kotom możliwość życia w zgodzie. Że agresywnego kota da się odpowiednią terapią nauczyć zdrowego radzenia sobie z trudnymi emocjami. Że psikanie w kota wodą jedynie potęguje problem, ale istnieją inne metody. Że codzienna i poprawna zabawa z kotem jest bardzo ważna. Że nawet w małym mieszkaniu da się stworzyć przyjazną dla kota przestrzeń. Że Twoje uczucia i obawy są normalne i równie ważne dla behawiorysty, jak odpowiednia wielkość kuwety. Że warto prosić o pomoc specjalistę.
Moje doświadczenia z psami nauczyły mnie wielu rzeczy, ale przede wszystkim tego, jak ważna jest edukacja. Dlatego pośród wielu celów, jakie sobie wyznaczyłam rozpoczynając pracę w profesji behawiorysty najważniejszym jest szerzenie wiedzy. Łatwo jest wytknąć komuś błędy: że karma nie taka, że zabawki głupie, że drapak za krótki. Łatwo jest też sprawić, że człowiek zamknie się w sobie i nie będzie szukał pomocy ze strachu przed oceną. Nikomu to nie służy. A już na pewno nie zwierzętom, które ostatecznie cierpią najbardziej.
Wolontariuszka, Behawiorystka
Ogromna wiedza teoretyczna (kursy COAPE, certyfikaty i konferencje behawiorystyczne) oraz praktyczna (praca z kotami). Niezastąpiona pomoc, gdy trzeba ogarnąć Stukociaki!